Historie Alfreda Michlera

Epidemia lub pandemia są sprawą dramatyczną; złotoryjska zaraza z roku 1553 problemem nader poważnym. Nie należy ich zatem traktować lekko i nie chcę tego czynić, chociaż tytuł może sugerować co innego. Będzie jednak z przymrużeniem oka – obu oczu…

ZYSK PONAD WSZYSTKO

Przeczytane u innych i podane „ku pokrzepieniu serc”?

Tekst poniżej nie może nikogo cieszyć, nawet zwolenników tzw. Schadenfreude. Autorem jest obywatel Niemiec, a podał go do druku w miesięczniku „Goldberg – Haynauer Heimatnachrichten” nr 2/2021 (w bibliotece Towarzystwa Miłośników Ziemi Złotoryjskiej):

Nieważne są lata; istotny jest wiek tzw. ducha konkretnej osoby, jego żywotność. Tych pierwszych nie należy liczyć przede wszystkim kobietom, szczególnie tym działającym, co to „żadnej pracy” i działania się nie boją. Taką jest nasza Stasia, czyli STANISŁAWA CHAIM. 18 lutego stuknęła jej „80”, a w duszy gra jej nadal „18”. Mimo rozlicznych działań i trosk, które jej nie zaoszczędziły. Urodziła się w Długołęce, w powiecie nowosądeckim.

Trudno byłoby wskazać dziedzinę, w której Stasia się nie zaangażowała, lub za którą nie czułaby się „odpowiedzialna”. Wiedzą o tym złotoryjanie (i nie tylko) wierzący i niewierzący, społecznicy i aspołeczni („bo znowu się wtrąca”), miastowi i mieszkańcy wsi itd., itp.

ZŁOTORYJSCY AKROBACI WYRÓŻNIENI
albo 
odwrócona piramida złotej czwórki

Przez kilka miesięcy wrocławskie „Słowo Sportowe” namawiało czytelników do udziału w plebiscycie na „najpopularniejszego sportowca i trenera minionego 75–lecia”. Ja dałem się przekonać sam będąc przekonanym i zaproponowałem złotoryjskich sportowców.

Według mojej wiedzy wśród wyróżnionych sportowców winni się znaleźć nasi akrobaci, a konkretnie nasza czwórka i jej trener. Traktowałem to również jako obowiązek, ponieważ kiedy odnosili oni największe sukcesy byłem prezesem (społecznie) Okręgowego Związku Akrobatyki Sportowej, obejmującym byłe województwo legnickie, jeleniogórskie i wałbrzyskie z siedzibą w Złotoryi (1975 – 1981).

PIĘĆ WIEKÓW
RINGSINGEN / ŚPIEWÓW W RYNKU 1553
Pomost ku ludziom i stuleciom

Das war ein seltsam Weihnachtsfest,

Am nächsten Tag erlosch die Pest.

Uprzedzam pytanie, czy to kolejna faza germanizacji? Nie, to zakończenie ballady Goldbergera Ewalda Gerharda Seeligera o zarazie w roku 1553. Zachowanie rymu, jak w oryginale, będzie niezbyt poręczne, ale zaryzykuję: Niezwykła to Wigilia była, dnia następnego zaraza ustąpiła. Pierwszy na ziemiach polskich przypadek nadania magdeburskich praw miejskich (1211), działalność humanistycznego Gimnazjum Łacińskiego Valentina Trozendorfa (XVI w.), wigilijne śpiewy w Rynku (Ringsingen) rozpoczęte w r. 1553 – to wydarzenia, jakimi nie może poszczycić się żadne z miast w Polsce i niewiele w Europie. 

Złotoryja – najstarsze miasto w Polsce ma również pierwszą (najstarszą) drogę św. Jadwigi. Jest ona zarazem najbogatsza jeśli chodzi o tzw. infrastrukturę informacyjną (kamienie medytacji, tablice informacyjne, drzewka przyjaźni i pojednania, imiona drzewek). W obu tych aspektach (czas, uposażenie) wyprzedziliśmy polską jadwiżańską Mekkę, czyli Trzebnicę oraz Wleń. Obydwa te miasta, organizując takie drogi u siebie wzorowały się na złotoryjskiej.

A jak doszło do tego w Złotoryi?

Takie krótkie resume uważam za niezbędne (dla ścisłości historycznej), gdyż ukazują się wypowiedzi ustne lub na piśmie, które wykrzywiają prawdziwy obraz i zmierzają do podniesienia swoich osobistych zasług w powstaniu tego ważnego (bo takim jest) przedsięwzięcia i dzieła (podobne „zabiegi” widzę teraz w odniesieniu do odnowienia Śpiewów Wigilijnych).

21 XII 1936 – 25 X 2020

„Życie się żyło” – twierdził Jan Kropiwnicki. Trochę z niego „obieżyświat”, ale twierdził, że zawsze uważał się za złotoryjanina, a Złotoryję za swoje „zastępcze” miasto rodzinne. Przyjechał do niej w 1947 roku, jako uczeń III klasy Szkoły Podstawowej (to obecna SP nr 1). Potem było LO, którego był jednym z zaledwie kilkunastu pierwszych absolwentów w 1955 roku. Później Studium Nauczycielskie we Wrocławiu i pierwsza praca w Legnicy.

ROTER STERN ÜBER ZŁOTORYJA
CZERWONA GWIAZDA NAD ZŁOTORYJĄ


POST SCRIPTUM złotoryjskiego tłumacza do wspomnień Goldbergera

Zwrot „post scriptum” nie jest w tym miejscu w pełni adekwatny, ponieważ byłem jedynie tłumaczem tekstu, a nie jego redaktorem lub interpretatorem. Przed 10. laty proponowałem, aby „Echo Złotoryi” w odcinkach publikowało te wspomnienia. Redakcja chciała jednak abym ograniczył tekst do stosunków między Polakami a Goldbergerami, a więc dokonał swego rodzaju okaleczenia treści wspomnień i sprowadzenia całości do „wyciągu” z tychże, a taki zabieg zawsze jest obarczony wysokim ryzykiem subiektywizmu, co przy tak drażliwym, zawsze rozedrganym temacie, jak stosunki polsko – niemieckie może wywołać niepożądane odczucia. Nie wyraziłem więc zgody na taki sposób prezentacji – stanowczo nie chciałem pisać wyłącznie o Polakach i Niemcach, lecz ukazać jak dramatycznie zawiłe i trudne były to czasy dla pojedynczych osób, rodzin, narodów w naszym mieście w czasie, kiedy zaczynała dokonywać się w nim repolonizacja. Stąd wewnętrzna potrzeba dopisania zdań kilku od siebie – a więc...

Smutna i tragiczna to kartka; zapisana kapitulacją powstańczej Warszawy oraz tragedią miasta i setek tysięcy warszawiaków. Pytanie o to, kto sprowadził na stolicę Polski ten dramat będzie równoznaczne z pytaniem o dowództwo i organizatorów zrywu powstańczego. Ile pytań, tyle będzie odpowiedzi. W tym wspomnieniu nie będzie ani pytań, ani odpowiedzi- inny jest cel tej „kartki”.
Na złotoryjskim cmentarzu spoczywają dwaj uczestnicy Powstania Warszawskiego - z urodzenia warszawiacy:
RYSZARD KRÓLIKOWSKI - „Wróbelek” (16lat)
JAN ŁEPECKI - „Cichy” (20 lat))
Powstanie przeżyli, ale pochowani są w Złotoryi. Ich powstańcze pseudonimy, zdaniem ich rodzin i znajomych trafnie oddają ich charaktery.

CZERWONA GWIAZDA NAD ZŁOTORYJĄ
Wspomnienia Goldbergera A.Thomczika z lat 1945/46 cz. VIII – ostatnia

Zwracające uwagę były plakaty wyborcze z nagłówkiem „Nigdy więcej”. Poniżej była mapa Polski z graniczącymi z nią Prusami Wschodnimi i Śląskiem. Z tych ziem prowadziły strzałki w kierunku Polski, które wskazywały kierunki ataku wojsk niemieckich na Polskę w czasie najazdu w roku 1939. Po dokładnym studium tych plakatów stawało się jasne, że granica na Odrze i Nysie Łużyckiej będzie dla Polski granicą strategiczną. Chciano w ten sposób zapobiec oskrzydleniu ze strony Prus Wschodnich i Górnego Śląska.

„Nielegalna” ucieczka Niemców do pozostałych części Niemiec przybierała na sile. Ja także miałem taki zamiar, gdy uświadomiłem sobie bezsens dalszego pozostawania tu. Z małą grupą znajomych w czasie Wniebowstąpienia planowałem na czarno przedostać się za granicę. Nasz plan przekreśliło jednak polskie obwieszczenie. Groziło ono, że każdy Niemiec spotkany na drodze w kierunku zachodu, zostanie natychmiast aresztowany, a wszystkie rzeczy, które będzie miał przy sobie zostaną skonfiskowane. Drogi i koleje były w tym celu ostro kontrolowane oraz strzeżone. Jednocześnie zapowiadano, że „zorganizowane” wysiedlenie wszystkich Niemców nastąpi wkrótce.