Historie Alfreda Michlera

W krótkim odstępie czasu okoliczności spowodowały, że zostałem zmuszony do napisania pożegnalnego wspominania o osobach, którym w swoim czasie jako inspektor oświaty wręczałem powołanie na stanowiska dyrektorek ważnych placówek oświatowo – wychowawczych w Złotoryi. 

Irena Malik

Irena Malik
1950 – 2021 

Lwia część mieszkańców Złotoryi, a pewnie i powiatu, mogła 13 czerwca świętować urodziny Pani Doktor Marii Wolańczyk. Nie napiszemy ileż to wiosen licznik biologiczny „Dochtórki” nabił, bo i tak nikt nie uwierzy, że była to „90”! W takich okolicznościach intonowanie tradycyjnej „setki” byłoby „ostudą” (nietakt, hańba). Wtrąciłem tu już dwa słowa, które Pani Doktor i autorowi są znane, ponieważ oboje wywodzimy się z Górnego Śląska, „kaj” dochtórka w żargonie pojawia się nieustannie zaś „ostuda” rzadziej, bo tego słowa Ślązacy używają rzadziej, ale używają, a zawdzięczamy go braciom Czechom. A więc: ostudą byłoby, aby Szanownej Solenizantce na 90. Geburtstag śpiewano tradycyjne „100 lat” – musi być przynajmniej dwa razy tyle. Tego żądają złotoryjskie maluchy oraz ich mamy. 

Na złotoryjskim cmentarzu komunalnym są pochowani dwaj powstańcy warszawscy: Ryszard Królikowski i Jan Łepecki. Obydwaj to rodowici warszawiacy, których powojenne losy rzuciły do dolnośląskiej Złotoryi. Ale naprawdę niewiele brakowało, że miejscem ich ostatniego spoczynku mogła być któraś z warszawskich uliczek nawet bez oznaczonego miejsca. Mieli szczęście. Bo tylko na nie mogli liczyć, kiedy niedoświadczonych i nieuzbrojonych wysyłali w bój politycznie motywowani (a nie militarnie) przywódcy powstania.

Epidemia lub pandemia są sprawą dramatyczną; złotoryjska zaraza z roku 1553 problemem nader poważnym. Nie należy ich zatem traktować lekko i nie chcę tego czynić, chociaż tytuł może sugerować co innego. Będzie jednak z przymrużeniem oka – obu oczu…

ZYSK PONAD WSZYSTKO

Przeczytane u innych i podane „ku pokrzepieniu serc”?

Tekst poniżej nie może nikogo cieszyć, nawet zwolenników tzw. Schadenfreude. Autorem jest obywatel Niemiec, a podał go do druku w miesięczniku „Goldberg – Haynauer Heimatnachrichten” nr 2/2021 (w bibliotece Towarzystwa Miłośników Ziemi Złotoryjskiej):

Nieważne są lata; istotny jest wiek tzw. ducha konkretnej osoby, jego żywotność. Tych pierwszych nie należy liczyć przede wszystkim kobietom, szczególnie tym działającym, co to „żadnej pracy” i działania się nie boją. Taką jest nasza Stasia, czyli STANISŁAWA CHAIM. 18 lutego stuknęła jej „80”, a w duszy gra jej nadal „18”. Mimo rozlicznych działań i trosk, które jej nie zaoszczędziły. Urodziła się w Długołęce, w powiecie nowosądeckim.

Trudno byłoby wskazać dziedzinę, w której Stasia się nie zaangażowała, lub za którą nie czułaby się „odpowiedzialna”. Wiedzą o tym złotoryjanie (i nie tylko) wierzący i niewierzący, społecznicy i aspołeczni („bo znowu się wtrąca”), miastowi i mieszkańcy wsi itd., itp.

ZŁOTORYJSCY AKROBACI WYRÓŻNIENI
albo 
odwrócona piramida złotej czwórki

Przez kilka miesięcy wrocławskie „Słowo Sportowe” namawiało czytelników do udziału w plebiscycie na „najpopularniejszego sportowca i trenera minionego 75–lecia”. Ja dałem się przekonać sam będąc przekonanym i zaproponowałem złotoryjskich sportowców.

Według mojej wiedzy wśród wyróżnionych sportowców winni się znaleźć nasi akrobaci, a konkretnie nasza czwórka i jej trener. Traktowałem to również jako obowiązek, ponieważ kiedy odnosili oni największe sukcesy byłem prezesem (społecznie) Okręgowego Związku Akrobatyki Sportowej, obejmującym byłe województwo legnickie, jeleniogórskie i wałbrzyskie z siedzibą w Złotoryi (1975 – 1981).

PIĘĆ WIEKÓW
RINGSINGEN / ŚPIEWÓW W RYNKU 1553
Pomost ku ludziom i stuleciom

Das war ein seltsam Weihnachtsfest,

Am nächsten Tag erlosch die Pest.

Uprzedzam pytanie, czy to kolejna faza germanizacji? Nie, to zakończenie ballady Goldbergera Ewalda Gerharda Seeligera o zarazie w roku 1553. Zachowanie rymu, jak w oryginale, będzie niezbyt poręczne, ale zaryzykuję: Niezwykła to Wigilia była, dnia następnego zaraza ustąpiła. Pierwszy na ziemiach polskich przypadek nadania magdeburskich praw miejskich (1211), działalność humanistycznego Gimnazjum Łacińskiego Valentina Trozendorfa (XVI w.), wigilijne śpiewy w Rynku (Ringsingen) rozpoczęte w r. 1553 – to wydarzenia, jakimi nie może poszczycić się żadne z miast w Polsce i niewiele w Europie. 

Złotoryja – najstarsze miasto w Polsce ma również pierwszą (najstarszą) drogę św. Jadwigi. Jest ona zarazem najbogatsza jeśli chodzi o tzw. infrastrukturę informacyjną (kamienie medytacji, tablice informacyjne, drzewka przyjaźni i pojednania, imiona drzewek). W obu tych aspektach (czas, uposażenie) wyprzedziliśmy polską jadwiżańską Mekkę, czyli Trzebnicę oraz Wleń. Obydwa te miasta, organizując takie drogi u siebie wzorowały się na złotoryjskiej.

A jak doszło do tego w Złotoryi?

Takie krótkie resume uważam za niezbędne (dla ścisłości historycznej), gdyż ukazują się wypowiedzi ustne lub na piśmie, które wykrzywiają prawdziwy obraz i zmierzają do podniesienia swoich osobistych zasług w powstaniu tego ważnego (bo takim jest) przedsięwzięcia i dzieła (podobne „zabiegi” widzę teraz w odniesieniu do odnowienia Śpiewów Wigilijnych).

21 XII 1936 – 25 X 2020

„Życie się żyło” – twierdził Jan Kropiwnicki. Trochę z niego „obieżyświat”, ale twierdził, że zawsze uważał się za złotoryjanina, a Złotoryję za swoje „zastępcze” miasto rodzinne. Przyjechał do niej w 1947 roku, jako uczeń III klasy Szkoły Podstawowej (to obecna SP nr 1). Potem było LO, którego był jednym z zaledwie kilkunastu pierwszych absolwentów w 1955 roku. Później Studium Nauczycielskie we Wrocławiu i pierwsza praca w Legnicy.