Aktualizacja: zapraszamy do przeczytania artykułu do końca, tam zamieszczamy łącza do skanowanych dokumentów.

Basen w Złotoryi do I połowy XX wieku

W okresie międzywojennym sportowo – rekreacyjne centrum Złotoryi znajdowało się między dzisiejszą ulicą K.Miarki, Legnicką (do skrzyżowania z Chojnowską), Chojnowską (do zakrętu), a brzegiem Kaczawy. Aktualnie prowadzi tu działalność m.in. Firma Osadkowski-Cebulski, Vitbis, i inne w kierunku PSP aż do starego mostu. Co takiego znajdowało się na tym terenie, że można go nazwać „centrum”? Był to starannie uporządkowany teren obecnego Parku Piastów ze ścieżkami spacerowymi; fontanna;  restauracja z tarasem widokowym, która przetrwała wojnę, a w której bawili się jeszcze powojenni osadnicy i w ramach „oswajania krajobrazu” nazwali ten lokal „kukułką”; strzelnica, w której rządziło „bractwo kurkowe”; tor saneczkowy; boisko do piłki nożnej (oraz ręcznej), na którym do 1945r. rozgrywały mecze niemieckie, a później pierwsze polskie („Kapelusznik”, „Piast”, „Włókniarz”) drużyny piłkarskie (stadionu „Górnika” jeszcze nie było). W pobliżu była też karczma, do której właściciel po meczu zapraszał drużynę piłkarską, a jeśli piłkarze zaintonowali mu uchodzącą za hymn miasta, pieśń „Goldbergia” – stawiał im kolejkę extra.

Górka Mieszczańska przed II wojną (zbiór TMZZ)

Ale ma być o wodzie. W pobliżu Górki Mieszczańskiej (tutaj to „nasz” Park Piastów) miasto w XIXw. wybudowało kąpielisko – w miejscu stawu rybnego, który gdy w zimie zamarzał służył jako lodowisko. Dość długo złotoryjanie musieli zazdrosnym okiem spoglądać na Świerzawę, gdzie powstał bardzo nowoczesny basen. Świerzawa do r. 1932 była miastem powiatowym. W latach 20. XX wieku cały świat opanował głęboki kryzys ekonomiczny. I w tym czasie burmistrz Świerzawy, tak jak w całych Niemczech, podjął szeroko zakrojone działania, które dały pracę bezrobotnym. W ramach tych działań powstały wówczas obiekty sportowo – rekreacyjne, a w tym: basen, korty tenisowe, boisko sportowe. Ostatni przedwojenny burmistrz Świerzawy ocenił te działania, iż doprowadziły one do zubożenia miasta, ale poprzednik uznał, że dał pracę bezrobotnym (informację zaczerpnąłem z art. przedwojennej świerzawianki J.Graeve).

Basen w Świerzawie w l. 30. XX w. (zbiory J. Graeve)

 
W Złotoryi ciągle na podobny obiekt brakowało pieniędzy, stale były ważniejsze wydatki. Decyzję pozytywną podjęto w roku 1919, kiedy u władzy była SPD, lecz wówczas inflacja pokrzyżowała plany ( wyprzedzająco proszę czytelnika o zwrócenie uwagi na to, co będzie się działo za 70 lat – już w polskiej Złotoryi – wokół sprawy krytego basenu). Budowa ruszyła dopiero w roku 1933, kiedy w Niemczech doszedł do władzy Hitler i zapoczątkował inwestycje na szeroką skalę. Basen ukończono jeszcze przed wybuchem II wojny. Według ocen ówczesnych Goldbergerów był to obiekt nowoczesny i komfortowo wykończony – kafelki, brodziki, restauracje. Dlatego cieszył się wielką popularnością i zyskał rozgłos również poprzez różnorodne festyny pływackie i zawody. Zachwyconym tempem działań w tym „brunatnym” okresie należy się informacja, że w tym czasie w powiecie złotoryjskim nie powstała ani jedna nowa szkoła!

Basen otwarty po II wojnie

Taki basen Goldberg pozostawił Złotoryi. Jego losy były oczywiście tożsame z historią miasta: najpierw służył społeczności niemieckiej, a po 1945 obywatelom Złotoryi. Między niemiecki, a polski okres krótko wcisnął się jeszcze rosyjski (1945). Ostatni Goldbergerzy, przed ich ostatecznym wysiedleniem (czerwiec 1946), gromadnie mogli się spotykać tylko w Kościele św. Mikołaja na cmentarzu i wówczas z basenu dochodziły do nich melodie – najczęściej niemieckich kolęd, bo takie widocznie czerwonoarmiści znaleźli na basenie – a lubili słuchać głośnej muzyki!

Basen w Złotoryi ok. 1938 r. i niedługo po II wojnie (zbiory J. Banaszek)

 
Ale wcześniej trenował na tym basenie jeden z bardziej znanych Goldbergerów – Otto Brandt. Człowiek bardzo wszechstronny, ale preferował sport, a szczególnie pływanie. Uprawiał także skoki do wody – w Legnicy, bo nasza trampolina była za niska. Uznano go za pioniera pływania i ratownictwa wodnego na Śląsku; napisał podręcznik do nauki pływania, z którego korzystano jeszcze w II połowie XX w. (!).
Basen w pobliżu  Parku Piastów przeżywał wzloty i upadki, w zależności od zamożności miasta i zapobiegliwości gospodarza (zarządcy). Pierwsza, duża renowacja i remont została przeprowadzona w r. 1968. Także później podejmowano wysiłki, aby obiekt utrzymać w pełnej sprawności i krasie. Brak mi wiedzy, aby ocenić, czy były one wystarczające, aby nie dopuścić do jego zamknięcia przed kilkoma laty.


Zalew

W połowie lat 70. XXw. wodna rekreacja i wypoczynek złotoryjan oraz turystów zostały wzbogacone o nowy obiekt – zalew. Nie znam stanowiska lub założenia, któregokolwiek z ojców miasta lub władz, że zalew miałby zastąpić basen; te dwa obiekty miały się wzajemnie uzupełniać.
Trochę o historii zalewu, bo narosło już wokół niej trochę legend, gdyż jak to zwykle bywa, do sukcesu (a powstanie zalewu był nim) przyznaje się wielu „ojców” – tak, jakby ich ostatnio przyrastało i są coraz młodsi… Prawdopodobnie bierze się to stąd, że jego początki sięgają czasów tak dalece i głęboko „słusznie minionych” – bo kto „poważny” chciałby dziś wspomnieć Władysława Sinka, „burmistrza” Złotoryi przez dwie i pół kadencje (12.II.1958 – 14.V.1969) „boć to przecież komuch”. Wypada wytłumaczyć się z tego „komucha” (sam bywam nim „tytułowany”) – bo to słowo „wytrych” (?!). Kiedy ok. 1995r. skompletowałem sylwetki powojennych władz Złotoryi (jako ważny fragment do „Dziejów Złotoryi” (wyd. 1997)), skonsultowałem się z byłą wieloletnią, dziś już nieżyjącą, pracownicą magistratu, chcąc dowiedzieć się czegoś więcej. No i się dowiedziałem! „Proszę pana, ale to był komuch”, a inny: „To dopiero był komuch”; i tak wszyscy – z tą różnicą, iż jeden był większym, a kolejny nieco mniejszym komuchem. Aż dziw bierze, jak ta Złotoryja w latach 1945–90 w ogóle się utrzymała. I czy coś się wtedy robiło i zrobiło oprócz plenum i egzekutywy partii? „Prawidłowo i sprawiedliwie” oceniono to dopiero w 2015r.: „Ruiny i zgliszcza”! Wstydźcie się burmistrzowie od Leona Chojnackiego zaczynając, a na Ireneuszu Żurawskim kończąc. Aby było klarowne, co naprawdę w trzech ostatnich zdaniach chciałem zawrzeć – dopiszę czwarte: Ani burmistrzowie, ani złotoryjanie nie muszą spuszczać wzroku. Dałby Bóg, że dzisiejsze generacje złotoryjan zbliżą się do naszych dokonań, aa ich dokonania zostaną obiektywnie ocenione prze następców. Krótka informacja: Po II wojnie powstała druga Złotoryja: demograficznie i materialnie. To można sprawdzić !                                                                         
Jedną z pozostałości czasów „słusznie minionych” jest właśnie zalew. Współcześni dwudziestolatkowie, a tym bardziej nastolatkowie, pewnie nic o tym nie wiedzą, m.in. dlatego, że prawie wszystkie wydarzenia związane z tym obiektem, dzięki promocji i reklamie, kojarzą się im z Polskim Bractwem Kopaczy Złota, a więc historia zalewu także. Bo w ogóle zaczyna się opowiadać nieraz nową historię. Może więc niektórzy zechcą zapoznać się z tym tekstem. (Podobnie rzecz ma się ze Śpiewami bożonarodzeniowymi, które już niektórzy burmistrzowie nawet w mowach świątecznych na Rynku, dopisali do historii Bractwa, „zapominając” o pierwocinach, których dokonała TMZZ, Bacalarus, SP3, ZOKiR.  Na naszych oczach dokonuje się przeinaczeń, a mija dopiero >25 lat).                                                           
Wracając do zalewu, to pozostając przy terminologii wcześniej wymienionej rozmówczyni, jego początki noszą piętno „komucha” Władysława Sinka, który był burmistrzem (przewodniczącym Prezydium Miejskiej Rady Narodowej) w latach 1958- 69. Wtedy powstał pierwszy plan i koncepcja budowy zalewu. Zakładała ona wówczas, że obszar zalewu obejmie teren od żelaznego mostu na Kaczawie i sięgnie do Jerzmanic - Zdroju. W tych założeniach przewidywano też, iż będzie on zarazem pełnił funkcję zbiornika retencyjnego. Jednak założenia i plany skutecznie oprotestowały Polskie Koleje Państwowe, toteż dalsze prace planistyczne przesunęły się na następców Wł.Sinka: Marię Pydzik (1969–71) oraz Kazimierza Krzyśkowa (1971–75). Nowe uzgodnienia i plany „zwróciły” zalew nie ku Jerzmanicom, lecz w kierunku Złotoryi – i to jest aktualna wersja zalewu (oczywiście bez stale poprawianej i unowocześnionej infrastruktury).  Idea zbiornika retencyjnego w Złotoryi już się wtedy nie pojawiła, ale bardzo poważnie rozważano ją w Gminie Złotoryja w latach 80. XX w., gdzie między Kozowem a Krotoszycami miał taki zbiornik powstać. Niektórzy mieszkańcy otrzymali zakaz inwestycji i remontów, a nawet wstępne plany wysiedleń. Na początku XXI w. plan upadł.
Powierzchniowo oblicze zalewu ukształtowało się w latach 1972–74. Natomiast infrastrukturalny wyraz nadają mu głównie dwa elementy: rozległy remont modernizacyjny (2010) oraz obiekt, stylizowany na rycerski zameczek, który w skrócie należy nazywać „zameczkiem” (a nie „pałacykiem”). Ów remont i modernizacja zalewu to dzieło władz miasta za I.Żurawskiego. „Zameczek” zaprojektował Jacek Kałkus (1998), a wybudowany został za burmistrza J.Kluza. Nie była to inwestycja, która powstała: „sama dla siebie”. Historia była następująca:
Złotoryja otrzymała prawo zorganizowania Mistrzostw Świata w Płukaniu Złota w roku 2000. Do wyborów w r.1998 dla prawie wszystkich złotoryjan Burmistrz=Kopacze. Ale czy to prawda?

Zalew – lata 70. XX; pierwsze płuczki (zbiory UM)

 Ale w listopadzie 1998 r. w magistracie zasiadła nowa siła polityczna i nowy burmistrz (J.Kluz). I obie te siły PBKZ i UM miały różny pogląd na to, kto otrzymał prawo organizowania mistrzostw świata: miasto Złotoryja czy Kopacze. Sprawa była istotna, ponieważ trwały już rozmowy za pośrednictwem TMZZ, czy Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej mogłaby wesprzeć budowę obiektu niezbędnego do organizacji imprezy (starania w Euroregionie Nysa spełzły na niczym). I tu z otchłani dziejów Złotoryi wyłania się Herbert Helmrich – potomek szesnastowiecznych burmistrzów Złotoryi, a wówczas szef tejże Fundacji, którego w Niemczech dla Złotoryi wyłowiło TMZZ. Ta Fundacja, jako podstawowego argumentu i załącznika do ewentualnego wniosku potrzebowała decyzji – na piśmie – Międzynarodowej Federacji Płukaczy Złota, że Złotoryi (miastu?, Kopaczom?) przyznano organizację mistrzostw świata w roku 2000. Taki dokument mieli Kopacze, ale początkowo burmistrzowi udostępnić go nie mieli zamiaru (autor osobiście występował w tej sprawie). Dopiero po kilku trudnych, niesympatycznych naradach (niestety też w nich uczestniczyłem), do których doszło - m.in. rozstrzygano, kto ma prawo do pobierania opłat za organizowanie kramów i stoisk (UM czy PBKZ), ten ostry spór załagodzono (ale nie wygaszono). Nim doszło do opisanych wyżej sytuacji, przewodniczący FWPN już dwukrotnie odwiedził Złotoryję (zawsze na własny koszt), przyjmowany przez burmistrza K.Zwierzyńskiego i TMZZ. Burmistrz szukał na zachodzie inwestorów i w tym celu prywatnie uczył się języka niemieckiego – czynił to bardzo intensywnie, co pozwoliło mu w tym języku np. witać gościa, a nawet prowadzić z nim niektóre rozmowy bez tłumacza.
Z niemałym trudem zebrano dokumenty niezbędne do złożenia wniosku do FWP-N. Złotoryjska kolejka wniosków nie była krótka. Gwoli ścisłości historycznej muszę podkreślić, że pierwszeństwa w kolejce TMZZ ustąpiło Urzędowi Miejskiemu, ponieważ miasto musiało zdążyć z „zameczkiem” w r. 2000. Projekt J.Kałkusa uzupełniły rożne dane ekonomiczne zebrane przez Władysława Dąbrowskiego oraz tzw. uzasadnienie „historyczno-ideowe” mojego autorstwa, w którym na plan pierwszy wybiłem argument, że „obiekt będzie służył międzynarodowym spotkaniom młodzieży polskiej i niemieckiej”, a także czeskiej, ukraińskiej i innej. Nie było to marne urojenie, ponieważ w wydziale promocji już wówczas pracowałem z B.Kieruzal nad umową partnerską Złotoryi z Mimoniem oraz Buczaczem (obydwie doszły do skutku). Koszt całego obiektu wyniósł 1 mln 100 tys. zł i bez pomocy FWP-N miasto w tym czasie nie byłoby w stanie wyasygnować na taki cel, takiej kwoty (a rzecz dzieje się na przełomie roku 1998/99, kiedy Polska nie należała jeszcze do Unii Europejskiej) – zresztą Fundacja pokryła te koszty niemal w całości.

Zalew – międzynarodowe płuczki w XXI w. (zbiory UM)


Wymieniając FWP-N oraz rolę jej przewodniczącego H.Helmricha muszę dodać kilka zdań. Obiekt powstał, MŚ-2000 odbyły się – z doskonałą oprawą organizacyjną i promocyjną, co było zasługą przede wszystkim PBKZ.  W kulminacyjnym punkcie otwarcia (przed ratuszem), kiedy organizatorzy dziękowali różnym organizacjom i osobom, za najdrobniejszą nawet pomoc (słowa, pisma, dyplomy) o Fundacji i H. Helmrichu nie padło wówczas nawet pół słowa. Siedział on między byłym burmistrzem K.Zwierzyńskim, a mną („opiekowaliśmy” się nim z ramienia PBKZ oraz UM i TMZZ); był zażenowany i smutny, i zapytał nas: „To kim ja jestem, kim?” Było nam wstyd i próbowaliśmy to wyjaśniać potknięciem organizacyjnym. To była oczywista nieprawda, gdyż ten ruch (partyjniacko-nacjonalistyczny) był – moim zdaniem - niewątpliwie zaplanowany i przemyślany. Człowiekowi przyjaznemu Złotoryi wyrządzono moralną krzywdę „przyodziewając” go wyłącznie w płaszcz krzyżacki. Dopiero po kilku latach na „zameczku” pojawiły się dwie dwujęzyczne tablice, wyjaśniające powstanie obiektu, a jedna z nich określała H.Helmricha jako „stałego honorowego gościa”. Do określonych kręgów złotoryjskich władz szef FWP-N stanowczo szczęścia nie miał. Kiedy tuż po MŚ-2000 w TMZZ (głównie autor, ale nie tylko) zbierano dokumenty, aby nadać H.Helmrichowi tytuł honorowego obywatela miasta wokół tej sprawy w magistracie rozpętała się mała polityczna burza, która m. in. przyczyniła się do „zrezygnowania” ze mnie w UM. Zaś H.Helmrich otrzymał ten należny mu tytuł dopiero po 10. latach, kiedy w UM rezydował burmistrz Ireneusz Żurawski oraz Roman Gorzkowski jako przewodniczący RM (22 VIII 2011).

Zalew po gruntownej modernizacji w r. 2010. W tle z prawej „zameczek” z r. 1999/2000 (zbiory UM)

 

Kryty basen – idea, plany, efekty

Pierwsze, znane mi pomysły odnośnie do wybudowania w Złotoryi krytego basenu pojawiły się pod koniec 1983r. Jest to data obarczona ryzykiem błędu, ponieważ osobiście w tym nie uczestniczyłem (pracowałem od trzech lat w Kuratorium Oświaty i Wychowania w Legnicy). Z takim samym ryzykiem podaję, że idea wyszła ze środowiska oświatowego. Do powyższego stwierdzenia upoważnia mnie fakt, że kiedy w lutym 1984 r. zostałem inspektorem oświaty w Złotoryi, ówczesny dyrektor Miejskiego Zespołu Ekonomiczno-Administracyjnego Szkół (przy Wydziale Oświaty) – Piotr Rukawiczkin – już rozwieszał kolorowe plakaty informujące, że powstał – cytuję z pamięci: Społeczny Komitet Budowy Krytego Basenu, któremu przewodniczy dyrektor MZE-AS. Czy była to wówczas (1983r.) inicjatywa na wyrost, nie mająca społecznego uzasadnienia i zapotrzebowania? Uważam, że była potrzebna i miała uzasadnienie. W założeniu miał to być obiekt służący głównie młodzieży szkolnej i dlatego jego lokalizację widzieliśmy przy LO, SP-2, Szkole Sportowej – czyli w bezpośrednim sąsiedztwie hal sportowych. Uzasadnieniem tej, i takiej, idei była sytuacja demograficzna w oświacie: były wówczas 3 szkoły podstawowe – przepełnione do granic możliwości; „1” i „2” pracowały na dwie zmiany, a „3” nawet na trzy. (W placówkach tych funkcjonowała opieka lekarska i stomatologiczna). Ponadto w Złotoryi było 6 przedszkoli, tak samo przeludnionych, jak szkoły. Była potrzebna nowa szkoła i nowe przedszkole. A prognozy demograficzne dla Złotoryi nadal były pomyślne! Dziś, po 35. latach wszyscy przyjęlibyśmy taka prognozę z niekłamana radością – wówczas, oprócz rodziców, z pewnymi obawami. Szkoły nie chciały (a przecież nieraz musiały) przyjmować uczniów spoza swojego obwodu. A dla legnickich władz wojewódzkich liczyło się wtedy tylko nowe zagłębie; Złotoryja bez „Leny”…? Zespół Szkół Zawodowych też miał swój problem.

Co uczyniliśmy wtedy jako władze miejskie i oświatowe? Forsować basen przy tak dramatycznym zagęszczeniu złotoryjskich szkół i przedszkoli, czy szukać i tu jakiegoś rozwiązania. I sekretarzem KM PZPR był wówczas normalny człowiek Z.Marciniak i zorganizował w tej sprawie normalną, nie partyjną naradę. ZSZ miał jeden problem i dyr. Jan Grogulski podtrzymał potrzebę budowy internatu. Mnie postawiono zasadnicze pytanie – czemu daję pierwszeństwo: basenowi czy szkole? Dzisiejsi (2018) zwolennicy budowy krytego basenu będą być może na mnie pomstować, ale wtedy, w tej konkretnej sytuacji przegęszczenia szkół, nie miałem żadnej wątpliwości – szkoła! W planie zapisano także dodatkowe (siódme) przedszkole. Działań wokół basenu nie przerwano i nie zaniechano – prowadził je nadal SKBBK.
Młodzi złotoryjanie będą teraz zdziwieni nieznanym im rozwiązaniem. Dziś: jeśli są pieniądze to się robi! Wówczas tytuł działalności (nowa inwestycja, rozbudowa, modernizacja, itp.) zależał od tego na jakim rozdziale województwo ma środki. Te największe, na inwestycje, szły z reguły na Lubin, Polkowice, Głogów, Legnicę. Złotoryja zmieściła się wtedy w tym mniejszym worku – „rozbudowa”. Zaś miejsce na rozbudowę (lub budowę) było tylko przy „3”. Prześmiewcy mogą ewentualnie drwić, że znowu nas wykiwano. Teoretycznie tak, ale wycisnęliśmy z tej „rozbudowy” (segment dydaktyczny, hala sportowa) maximum. Niedowiarkowie niech sobie porównają „stary” i „nowy” segment szkoły: to są dwie szkoły ( już na etapie II „pietra”, władze miejskie wyraziły – po ekspertyzie – zgodę na dodatkowe III piętro). Całą rozbudowę Złotoryjskie Przedsiębiorstwo Budowlane rozpoczęło w roku 1987, oddano do użytku w 1994r. (ale w l990-92 wskutek ogromnych trudności w całym kraju, wszystkie prace wstrzymano). Budowę internatu przy ZSZ prowadziło Przedsiębiorstwo Budownictwa Rolniczego; wyszło zaledwie z fundamentów i taki stan istnieje do dzisiaj).
Nie zaniechano prac wokół krytego basenu. Ze względu na stan zdrowia (i śmierć) P.Rukawiczkina, przewodniczenie SKBKB zgodził się przejąć ówczesny naczelnik miasta Bogusław Cetera. Już wcześniej rozpoczęta zbiórka, na podstawie dobrowolnie złożonych deklaracji trwała nadal. Wojewódzka Rada Narodowa przychylnie podeszła do naszej idei. Złożyłem wizytę w lubińskiej szkole, z najnowszym basenem. Dyrektorka poproszona o podanie rocznego kosztu utrzymania basenu oświadczyła, że „jest on wysoki, ale Kombinat pomaga i jakoś dajemy radę”. Pytam jakiej wysokości jest to pomoc? „W tym roku (1986) było to ok. 10 mln”. Zmroziło nas (obecna była nowa dyrektor MZE-AS, A.Akonom), gdyż nasz budżet roczny na wszystkie wcześniej wymienione placówki wyniósł 5 mln. 600 tys. Dyrektorka udzieliła jeszcze cennej rady, ażeby projekt wykonała specjalistyczna pracownia, ponieważ „wiele basenów popłynęło”. Z tej rady oczywiście skorzystaliśmy. „Basen łatwiej wybudować, niż utrzymać” – dodała na zakończenie.
Nasz pomysł był jednak nowatorski: po konsultacji z Polskim Związkiem Akrobatyki Sportowej (i naszymi akrobatami) oraz Polskim Związkiem Pływackim uzyskaliśmy ich akceptację, ażeby na bazie Szkoły Sportowej akrobatykę połączyć ze skokami do wody, co wymagało pogłębienia znacznej części niecki. I takie założenia architekci wzięli pod uwagę. Chcieliśmy również przy okazji rozwiązać konflikt między akrobatyką (skoki na ścieżce), a piłka ręczną (grali w II lidze), gdyż ścieżkę należało po każdym treningu i meczu składać i rozkładać (a to zabierało czas i sprzęt się niszczył). Prace biegły we właściwym tempie i kierunku. Prace planistyczne nad architekturą basenu ukończono, składała się ona z czterech etapów: 1) budowa korytarza do skoków akrobatycznych 2) rozbudowa kotłowni 3) budowa niecki basenu i widowni 4) budowa gabinetów odnowy. A problem piłki ręcznej postanowiono rozwiązać w ten sposób, że wzdłuż obu hal dobudowany zostanie dodatkowy korytarz, w którym na stałe ułożona byłaby ścieżka akrobatyczna. I ten korytarz uznaliśmy jako I etap budowy basenu, a środki na ten cel w całości przekazał nam PZAS (500 tys. zł.). Jednocześnie SKBBK uznał, że społeczną zbiórkę należy zakończyć, a zebrane dotąd środki dołożyć do budowy korytarza akrobatycznego. Budowę prowadziła firma braci Warszawskich „Aurad” i uczyniła to bardzo sprawnie – wiosną 1990 korytarz był gotowy. U niektórych może powstać wrażenie, że jeśli na basen zbierano, tzn. uzbierano! Ale to złudzenie – były to znikome, wręcz śladowe kwoty, które skrupulatnie zarejestrowano i uczciwie wydano (wszystko jest udokumentowane).
Lecz w tym momencie nastąpił niekorzystny zwrot akcji – skokowo wzrosły ceny materiałów budowlanych i szef firmy oświadczył, że potrzebuje minimum dalszych 200 tys. zł., aby sprawę zamknąć. Ani Wydział Oświaty, ani burmistrz (wówczas już A.Kowalski) takich środków nie posiadał. Budowa stanęła i nawet już w korzystniejszych warunkach (np. w II poł. lat 90.) nie podjęto próby jej dokończenia (rozebrano ostatecznie ok. 2003r.).
Na te niekorzystne okoliczności obiektywne w postaci ogólnopolskich trudności gospodarczych (przerwano też prace na „3”; przedszkolu nr 7 – dzisiejsza Przychodnia Rejonowa, gdyż oświacie ten obiekt już w stanie surowym odebrano; przy internacie ZSZ) nałożyła się również niekorzystna sytuacja subiektywna wokół basenu w samym mieście. Kiedy z przewodniczącym SKBBK, B.Ceterą, „uzbrojeni” w projekt architektoniczny basenu w celu dokończenia uzgodnień w WRN, aby „włożyć” nasz basen do portfela wojewódzkiego, szef rady niespodziewanie oświadczył: „Wy się najpierw w Złotoryi dogadajcie”. Byliśmy przekonani, że u nas mamy wszystko „dogadane”, „nawet” w KM PZPR, ale szef WRN oświadczył, że powstała w mieście druga grupa inicjatywna (wymienił nazwiska: TK,AK,ZL), która również była u niego i przedstawiła mu swoja wizję. Szukając dróg „dogadania” się, B.Cetera zwołał wspólne zebranie obu grup, ale nie „dogadaliśmy” się, ponieważ ich basen miał mieć inną lokalizację (koło stadionu) i miał być przedsięwzięciem biznesowym. SKBBK bronił wizji społecznej użyteczności: przy oświacie, przy szkole, związek z akrobatyka sportową. Na taki rozdźwięk władze wojewódzkie jakby czekały (niezbyt chętne naszej Szkole Sportowej; hołubiły Lubin i gdy tylko rozwiązano (1990) w całej Polsce wydziały oświaty, placówkę rozwiązały – kurator A.Kopestyńska w 1992r.). Skorzystał na tym bardzo szybko Jawor (czy miało znaczenie, że I sekretarzem KW PZPR był wówczas jaworzanin?), gdzie basen zbudowano.
Na przełomie XX/XXI w. w Złotoryi powstała koncepcja budowy krytego basenu przy ul. Hożej (okolice szpitala), ale nie przybrała ona realnych kształtów.

Październik 2018

Jest rok 2018. Minęło 30 lat od naszych zmagań o kryty basen. Łatwo pewno dziś będzie niektórym, tzw. wiedzącym lepiej wskazywać (w dzisiejszych realiach), że „trzeba było zrobić to”, a tamto „tak”. Ale zawsze decyzje podejmuje się w określonym czasie i okolicznościach; my mieliśmy takie, a nie inne – i sami ich nie stwarzaliśmy.
Z czworga kandydatów na burmistrza, dwoje opowiada się za basenem – jeden nawet z wykrzyknikiem. Oni też będą musieli brać pod uwagę realia, aktualne realia. Nadal jestem za basenem, ale dostrzegam również realia… W Lesznie – dużym mieście dawnego województwa zamknięto duży basen. W Złotoryi autobus wozi ludzi na basen do Chojnowa raz w tygodniu – miasto za to płaci, a autobus jest w połowie wypełniony…

Alfred Michler
Październik 2018

PS: Wydziały oświaty zniesiono w r. 1990; całą dokumentację przejął MZE-AS, który działał do 1992; dokumentacja, o której mowa winna znajdować się w konkretnych archiwach (włącznie z projektem architektonicznym krytego basenu przy LO).

Aktualizacja:
Poniżej do pobrania i zapoznania się zeskanowane dokumenty (uwaga! duży rozmiar):
1. Studium programowo-koncepcyjne budowy basenu przy ul. Kolejowej VI.1988
2. Wytyczne programowe dla realizacji budowy basenu przy ul. Kolejowej 17.VI.1988